strona główna | mapa strony | kontakt | wstecz startuj z nami | dodaj do ulubionych | English versionEnglish versionDeutsch
2017-11-22 Środa, Imieniny: Cecylii, Jonatana, Marka BIP Bukowno on Facebook Bukowno on Google+ Bukowno on Twitter
 wszędzie  w aktualnościach  w archiwum
  Wydarzenia

2017.10.31 - "Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci".

Jednak nie odeszła 
naprawdę zostaje wśród nas...

 

 

"Umarłych wieczność dotąd trwa, dokąd pamięcią im się płaci"
Wisława Szymborska

 


Kiedy w Łucku, w rodzinie Albina i Wiktorii Niziuków, przyszła na świat upragniona Elżunia, trwała II wojna światowa. Nad miastem unosiły się łuny pożarów. Raz zajmowali je Rosjanie, raz Niemcy, raz Ukraińcy. Rodzina często musiała uciekać przed zmieniającymi się frontami wojskowymi, siedzieć w schronach. Gdy tam Elżunia płakała, dostawała do ssania cukier owinięty w szmatkę. W wojennej zawierusze w czasie jednego z bombardowań Łucka pogubili się rodzice Eli, tata posiwiał w jedną noc. Być może te okoliczności sprawiły, że już wówczas ta maleńka dziewczynka zrozumiała, że życie nie będzie jej rozpieszczać. Dlatego pewnie tak twardo całe życie stąpała po ziemi, była uparta i nigdy się nie poddawała. Żyła  ciągle w biegu, nierzadko w poczuciu jakiegoś zagrożenia, nieszczęścia,  pochłonięta mnóstwem spraw i zadań. Ale żyła pełnią życia, pięknie, ciesząc się z małych rzeczy i dostrzegając to, co dobre i wartościowe.

 

Elżbieta Świć z domu Niziuk urodziła się 2 stycznia 1944 roku. Jej rodzice, Wiktoria i Albin,  pobrali się pięć lat wcześniej – tuż przed wybuchem wojny. Mama była pracownikiem administracyjnym, tata geodetą. Jako jedni z pierwszych zdecydowali się na repatriację z Wołynia na ziemie polskie. Wyruszyli w podróż zaraz na początku stycznia 1945 roku. W bydlęcym wagonie, z piecykiem opalanym drewnem, którego ciągle brakowało, i z rocznym dzieckiem w pierzynie jechali do Lublina 40 dni. Pociąg ewakuacyjny całymi dniami stał na bocznicach. Umierali dorośli, zamarzały dzieci. Podróż była gehenną. Zamieszkali w Polsce na ziemiach wschodnich, w  Parczewie.

 

Rodzice dbali o wykształcenie dzieci, uczyli Elę i jej brata Danka, jak ładnie zachowywać się w różnych sytuacjach, podsuwali do czytania książki, uczyli historii Polski, pokazywali kraj. Po kilku latach  przedszkola, z którego Ela zapamiętała miłe siostry zakonne i ohydny smak serwowanego codziennie tranu, w wieku sześciu lat zaczęła uczęszczać do parczewskiej siedmioklasowej Szkoły Podstawowej nr 1. Uczyli ją jeszcze przedwojenni nauczyciele, których zawsze wspominała z ogromną sympatią. Polonistka zaszczepiła w niej szczególną miłość do literatury, wuefistka –  do teatru. Uczyła się bardzo dobrze i starała się być przykładną uczennicą. Przeszkadzał jej w tym wrodzony niepokorny temperament i skłonność do wybryków. Kilkakrotnie siedziała po lekcjach za karę "w kozie" za indywidualne i zbiorowe wykroczenia. "W kozie" siedziało się w klasie i uczyło wierszy na pamięć. Dla Eli nauka fragmentów Pana Tadeusza była raczej przyjemna, toteż kara nie dawała spodziewanego efektu. Z pięknym świadectwem ukończenia szkoły podstawowej bez trudu dostała się do miejscowego liceum.

 

Szczęśliwe dzieciństwo Elżbiety skończyło się dość wcześnie. W 1958 roku zmarła jej mama. Po długiej i ciężkiej chorobie. Co kryje się dla chorego i jego rodziny pod tym frazesem, odczuła zbyt boleśnie i zbyt wcześnie. Po śmierci mamy nic już nie było takie samo. Czternastoletnia Ela dbała o dom, by było czysto i przytulnie, tapetowała pokoje, ustawiała świeże kwiaty. Sama przygotowywała święta, rozpalała w piecu chlebowym i piekła ciasto drożdżowe. Jednak mamy brakowało.

 

Po zdaniu matury w 1961 roku wyjechała na wymarzone studia do Krakowa. Sama nie wierzyła, że dostanie się na filologię polską na Uniwersytet Jagielloński. A jednak! W pierwszych miesiącach było ciężko, potem już lżej. Zaliczenia i egzaminy szły gładko. Nauka dawała jej satysfakcję. Lubiła biegać na wykłady, przesiadywać w Bibliotece Jagiellońskiej, chodzić do teatrów i klubów studenckich. Na czwartym roku wyszła za mąż. Pracę magisterską obroniła w czerwcu 1966 roku, w lipcu urodziła syna Jarosława. 25 września z maleńkim dzieckiem, wózkiem, jedną torbą ubrań i drugą książek młode małżeństwo znalazło się w bukowieńskim hotelu robotniczym, w jednym pokoju bez kuchenki i z wspólną łazienką na korytarzu. "Nie zapomnę pierwszych  naszych świąt Bożego Narodzenia w Bukownie, w hotelu robotniczym – wspominała. – Ciasto na uszka na tę moją pierwszą w charakterze mężatki Wigilię zagniatałam na blacie nocnej szafki i wałkowałam butelką. Gotowaliśmy na dwupalnikowej kuchence elektrycznej. Ale wszystko było jak trzeba: barszcz, ryba, kluski z makiem i choinka". Po sześciu miesiącach dostali mieszkanie przy ul. Nowej, na parterze. Duży pokój z kuchnią i łazienką – pełnia szczęścia. Na raty kupili tapczan, szafę trzydrzwiową, stół i cztery krzesła. Wstawili łóżeczko, na podłodze położyli koc w charakterze dywanu, w oknach powiesili firanki i byli u siebie.

 

I tak Bukowno pomału stawało się małą ojczyzną Elżbiety (trzecią już zresztą po Wołyniu i Parczewie).  Rozpoczęła pracę w Szkole Podstawowej – nowo otwartej tysiąclatce. W 1969 roku urodziła córkę Dorotę. Po roku pracy  zaproponowano jej etat nauczyciela języka polskiego w Zespole Szkół Zawodowych w Bukownie. Starała się, jak mogła. Ambitnie, konsekwentnie i z zapałem. Po pierwszej hospitacji jej lekcji dyrektor załamał ręce: "Ależ koleżance nie wolno z tej szkoły robić Sorbony. To jest lekcja nie na poziom naszej młodzieży, to będą przecież zwykli robotnicy". Uparcie robiła swoje. Uczniowie dawali sobie radę, jedni lepiej, inni trochę gorzej. Wyjeżdżała z nimi do teatru, na wycieczki, zorganizowała szkolny kabaret. Była dobrym, nawet bardzo dobrym nauczycielem. Uczyła z pasją; kochała uczyć, jej lekcje były ciekawe, powtarzają to do dziś jej uczniowie. Zbierała nagrody, stawała się autorytetem w środowisku polonistów całego powiatu. Lubili ją uczniowie. Długo potem spotykała się  ze swoimi wychowankami. Mówiła o nich "moi chłopcy". Cieszyła się, że są szanowanymi pracownikami, odpowiedzialnymi mężami i ojcami. W 1974 roku objęła funkcję dyrektora Szkoły Podstawowej. Tej decyzji później żałowała. Po kolejnej  reformie systemu szkolnego stała się urzędnikiem, tzw. Miejskim Dyrektorem Szkół, a że była bardzo obowiązkowa i ambitna  męczyło ją to zarządzanie.  Dlatego po pięciu latach z ogromną ulgą przeszła do pracy w ZGH Bolesław.

 

Od 1980 roku zaczęło się w jej życiu przysłowiowych siedem lat chudych. Stan wojenny, krach małżeństwa, operacja, choroba i śmierć taty. Jednak w jej życiu wyjątkowo sprawdziło się powiedzenie, że co nas nie zabije, to nas wzmocni. Zorganizowała Ośrodek Szkolenia Zawodowego i tak w ZGH Bolesław  przepracowała siedemnaście lat. Organizowała kursy dla pracowników, szkolenia i doskonalenia najróżniejszego typu. Pisała wystąpienia i przemówienia dyrektorom na uroczystości z okazji świąt zawodowych, tworzyła gazetę zakładową i prowadziła Combry Górnicze.  Okres pracy w ZGH Bolesław wspominała bardzo dobrze. Na emeryturę odeszła w 1997 roku i zaraz potem zaproponowano jej redagowanie gazety lokalnej. Zaczęła więc współpracę z Miejskim Ośrodkiem Kultury.

 

 

Opiekowała  się  Klubem Literackim, a jej podopieczni regionalni poeci odnosili duże sukcesy na różnorodnych konkursach poetyckich. Na emeryturze zaczęła zwiedzać świat i sprawiało jej to ogromną przyjemność. Zaproponowano jej współtworzenie wydawnictw popularnonaukowych poświęconych historii i tradycjom górniczym ZGH Bolesław. Powstało ich kilka. Pierwsze pt. ZGH Bolesław – dzieje – wydarzenia – ludzie razem z regionalistą i miłośnikiem historii panem Józefem Liszką tworzyła z pasją od 2000 roku, uzupełniając w kolejnych wydaniach, do roku 2012. Wiele radości i satysfakcji sprawiło jej też spisanie dziejów tradycji górniczo-hutniczych ziemi olkuskiej. Ten piękny, bogato ilustrowany album, którego współautorami są panowie Józef Niewdana i Józef Fudali, nosi tytuł Górników polskich świetny stan…czyli tradycje zawodowe w ZGH "Bolesław" i cieszy się nadal ogromnym powodzeniem. Potem był album Żywioły w podziemnym świecie olkuskich kopalń rud – napisany wspólnie z Józefem Niewdaną, geologiem, który poprowadził ją w tej wędrówce po świecie podziemi i potrafił pokazać jego piękno. W lokalnej prasie, w kwartalnikach  kulturalnych Olkusza, w wydawnictwach pokonferencyjnych Uniwersytetu Pedagogicznego w Krakowie od czasu do czasu ukazywały się jej artykuły i felietony.

 

"Ciągle mnie ten świat cieszy – pisała w swoich wspomnieniach w 2014 roku, kiedy zdiagnozowano u niej nowotwór układu limfatycznego. – Cieszy mnie, że jeszcze  jestem innym potrzebna. Tyle napisałam artykułów, mądrych i mniej mądrych, tylu dokonałam w życiu wyborów, rozsądnych i całkiem głupich – ale niczego nie żałuję. Jednak coraz częściej myślę o tym, że trzeba będzie odejść. Zdaję sobie z tego sprawę, ale walczę, nie załamuję się, mam dla kogo żyć i bardzo, bardzo chciałabym żyć". Walczyła do końca. Jeszcze przez trzy lata. Po pierwszym „przyplątał” się drugi nowotwór, do tego udar, który spowodował, że ona –  polonistka, elokwentna, gaduła – nagle nie potrafiła powiedzieć słowa.  Z jakimż uporem i zacięciem uczyła się swojego ukochanego języka polskiego na nowo! Jak cieszyło ją i bliskich każde wypowiedziane przez nią słowo, potem zdanie. Była niezwykle dzielna. Kiedy jednak walczyła z afazją, jej stan zdrowia niestety się pogarszał. Nie poddawała się, nie skarżyła. Podziwiali ją bliscy, znajomi, lekarze i pielęgniarki. Obiecała sobie, że do końca będzie tryskać optymizmem i tak było. Jednak przegrała tę nierówną walkę z chorobą. Odeszła 13 czerwca 2017 roku.

 

Na podstawie spisanych
wspomnień Mamy
Dorota Janda


 


Drukuj






Biuletyn Informacji Publicznej

Młodziezowa Rada Miejska w Bukownie

Jak palić czysto węglem i drewnem?
 
Kryta plywalnia zaprasza...

PRZEWODNIK PO SZLAKACH TURYSTYCZNYCH GMINY BUKOWNO
ATRAKCYJNE DOFINANSOWANIE NA ZMIANĘ SPOSOBU OGRZEWANIA
Podatki Lokalne 2017

NIEODPLATNA POMOC PRAWNA
 
DNI BUKOWNA 2017

Zapraszamy na KORTY TENISOWE

Rozwój infrastruktury turystycznej Miasta Bukowno jako element tworzenia ponadlokalnego produktu turystycznego
 
1 procent Twojego podatku

JAWOR - Program pozyczkowy dla osób fizycznych na termomodernizacje budynkow jednorodzinnych
Redukcja emisji zanieczyszczeń do powietrza
Zmiana nazw ulic w Bukownie
 
Komunikator SISMS dla Mieszkańców Powiatu Olkuskiego

Malopolskie.PL
 
Gminna Ewidencja Zabytków Miasta Bukowno
Basen MOSiR zaprasza...

Wymiana zrodła c.o.
 
Inwentaryzacja i waloryzacja przyrodnicza terenu położonego w gminie Bukowno
Nad Biala Przemsza
WOSP - XXIII FINAŁ
HotSpot.Bukowno - Bezprzewodowy darmowy dostęp do internetu
Rewolucja Smieciowa w Bukownie
Œrodowisko bez BARSZCZU SOSNOWSKIEGO


Odwiedzin: 2517089


CEIDG Centralna Ewidencja i Informacja o Działalnoœci Gospodarczej




1 procent Twojego podatku

WOSP - XXIII FINAŁ
Hotspot Bukowno
Biuletyn Informacji Publicznej
Z Burmistrzem przez Skype
Elektroniczna Platforma Usług Administracji Publicznej
Krajowa Administracja Skarbowa (KAS)
System Informacji o Srodowisku
Program Profilaktyki RAKA SZYJKI MACICY
Program Wczesnego Wykrywania RAKA PIERSI

Elektroniczny Dziennik Urzędowy Województwa Małopolskiego
Serwis Samorządowy PAP
Portal Samorządowy
Internetowy Dziennik Ustaw
Internetowy Monitor Polski
Kryzysowy Telefon Alarmowy UM w Bukownie

Miejski Osrodek Pomocy Spolecznej w Bukownie
Aktualnoœci MBP

Aktualnoœci MOK
MOSiR BUKOWNO

Bukowno on Twitter
Bukowno on Google+
Bukowno on Facebook
Bukowno on YouTube